Zły dzień

Wczoraj miałam bardzo zły dzień. Jeden z tych, kiedy wszystko przybiera barwy szarości, kiedy potrafię mysleć tylko o tym, jak źle jest i jak źle będzie nadal. Zadania wydają sie niemożliwe do policzenia, nauka staje się ponad możliwości ludzkie, każdy problem wyolbrzymiam do rozmiarów światowej katastrofy. Dziś co prawda jest lepiej, ale czy aby na pewno? Mam wrażenie, że to tylko próba odwrócenia uwagi od problemów, zamiast rozwiązywania zadań czytam książkę albo oglądam Simpsonów. I czuję, że wieczorem znów dopadnie mnie panika, zacznę rozmyślać o moich wyborach życiowych, o bezsensowności mojego istnienia, każdy drobny szczegół będzie się wydawał przeszkodą nie do pokonania. Rozważałam już nawet połknięcie wszystkich tabletek na raz w nadziei, że się po nich nie obudzę. Na dodatek moje samopoczucie stało się przyczyną nałogu mojego chłopaka. Wiem, że ciężko wytrzymać z kimś takim jak ja, wcale się nie dziwię, że wciąż ma ochotę sięgać po papierosy. Chwilami żałuję, że w ogóle go poznałam. Taki dobry człowiek nie zasługuje na ciężar jakim dla niego jestem.

Huśtawka

Są dni gorsze i lepsze. Wczoraj oglądaliśmy film ze znajomymi, piliśmy piwo, śmiałam się i rozmawiałam. Nikt nie pomyślałby, że coś jest nie tak. A dziś wstaję z jakimś dziwnym ciężarem w głowie, uczuciem niepokoju i smutku, zupełnie nie wiadomo z jakiego powodu. Widocznie przez noc ktoś namieszał mi w główce.
Myślę, że większość ludzi obserwując mnie nie potrafiłaby stwierdzić, że mam problem. Wszystko zależy oczywiście od rodzaju znajomości i poziomu zaufania, jakim daną osobę darzę, bo niewiele jest osób, którym potrafię szczerze powiedzieć, że coś jest ze mną dziś nie tak, że mam ochotę spędzić dzień w łóżku, rozmyślać, popłakiwać od czasu do czasu i nie chcę, żeby ktokolwiek czegoś ode mnie oczekiwał. Dlatego najcięższe jest chodzenie na uczelnię. Nie dość, że wymaga to intelektualnego wysiłku, to jeszcze te wszechobecne zadowolone twarze, głupie śmiechy, bezsensowne rozmowy. A ja stoję z boku, patrzę na to wszystko i mam ochotę uciec. I, no cóż, najczęściej to właśnie robię.

Nie chcę udawać, że jest dobrze, kiedy nie jest. Chcę mieć prawo do powiedzenia, dzisiaj jest taki dzień, kiedy nie wstaję z łóżka i się nie myję, nie oczekujcie ode mnie niczego. Nawet gdyby ten stan miał trwać dłużej, tydzień, miesiąc. Chcę mieć prawo do chorowania. Bo potrzebuję czasu, żeby znów się naprawić, aby leki zaczęły działać ibym znowu umiała się cieszyć codziennością.

Słowo wstępu

Cześć. Jestem Gaba, mam 22 lata i już dość długo choruję na depresję. Jednym z najcięższych problemów, z jakimi się spotkałam w tym czasie, to brak zrozumienia ze strony innych ludzi, nawet najbliższych. Przyznaję, osobie postronnej ciężko jest ten stan zrozumieć, tak naprawdę, żeby zrozumieć dokładnie, co cuzje osoba chora, trzeba by przezyć to samo. Najgorsze jest jednak, kiedy bliscy bagatelizują złe samopoczucie i inne objawy, każą sie wziąć w garść i nie użalać nad sobą. I na nic tłumaczenia, płacz i rozpacz. Dobrze jeśli chociaż, tak jak ja teraz, jest się osobą dorosłą i świadomą problemu i można samemu poszukać pomocy. Co jednak, jeśli na depresję cierpi osoba młodsza lub po prostu człowiek, który nigdy z czymś podobnym się nie zetknął i nie rozumie, co się z nim dzieje? Gdzie szukać pomocy, jak sobie radzić? Blog ten zakładam, by uświadamiać o objawach mogących wskazywać na depresję, o metodach leczenia, a przede wszystkim chcę ogłosić całemu światu, że jesteśmy ludźmi chorymi, nie wariatami, ale ludźmi, których dolegliwości to normalna jednostka chorobowa i powinna być traktowana na równi z cukrzycą, nadciśnieniem, czy nowotworami, bo jest równie niebezpieczna i śmiercionośna.